poniedziałek, 12 czerwca 2017

Nominacje do Nike 2017- poezja

                                                     
           
                                               


                                                         
                         

Nominacje do Nike 2017- powieść

                              

                                            

Pewnego dnia w Żychlinie...




"Pewnego dnia w Żychlinie..."


                        …………………………………………………………………………………………………

- Dlaczego traktujecie mnie jak dziecko- powiedziałam ze złością.
- Masz dopiero szesnaście lat, nie jesteś jeszcze taka dorosła.
- Nigdy na nic mi nie pozwalacie, nienawidzę was!- wykrzyczałam i wybiegłam z domu.

Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłam się w parku. Zobaczyłam pomnik Fryderyka Chopina. Postanowiłam, że usiądę obok niego i ochłonę. Ciepłe promienie słoneczne i śpiew ptaków sprawiły, że zamknęłam oczy. Po chwili z zadumy wyrwał mnie nieznajomy głos. Zdałam sobie sprawę, że należy on do osoby siedzącej obok.
- Witam, młoda damo. Czy zechciałabyś mi towarzyszyć przy zwiedzaniu pałacu?- powiedział młodzieniec o bujnych włosach.
Zdumiona zapytałam go o datę.
- 3 września 1829 roku, moja droga- usłyszałam.
Poczułam się słabo i osunęłam się na ziemię.
…………………………………………………………………………………………………...

Do moich uszu dobiegła piękna melodia poloneza. Zorientowałam się, że jestem w sali balowej pałacu. Przy fortepianie siedział nowo poznany mężczyzna. Wtedy byłam już pewna, że jest to Fryderyk Chopin.
- Co cię tu sprowadza, Fryderyku ?- zapytałam.
- Nie wiem, skąd znasz moje imię, ale sprawiłabyś mi radość, podając swoje.
- Jestem Amelia, a czy teraz mógłbyś odpowiedzieć na moje pytanie?
- Otóż, moja droga, przybyłem do Żychlina  na wesele Melanii i Wiktora. Może zechciałabyś wybrać się ze mną na przyjęcie?
- Z miłą chęcią, ale najpierw chodźmy zwiedzić posiadłość, w końcu sam to zaproponowałeś.
Spacer wydawał się być chwilą, lecz naprawdę było już późno i musieliśmy wracać na uroczystość zaślubin.
Goście zjeżdżali się, a ja zauważyłam, że wiele osób przypatruje mi się z zaciekawieniem. Dopiero starszy pan z siwą brodą nieco mnie uspokoił:
- Nie przejmuj się nimi. Po prostu widzą w tobie Melanię z młodszych lat. Jesteś z nią spokrewniona, jak mniemam.
-  Nie jestem pewna…- chciałam dokończyć, ale ktoś szarpnął mnie za rękę.
- Amelio, chodź szybko. Chciałbym ci coś powiedzieć, zanim zacznie się ceremonia.
Kiedy usłyszałam te słowa z ust Fryderyka, poczułam motylki w brzuchu, a moje serce zabiło szybciej.

Usiedliśmy w miejscu, w którym zaczęło się nasze spotkanie.
- Amelio, jesteś dla mnie ważna- rzekł Fryderyk. - Widzę w tobie inspirację. Bardzo się cieszę, że spotkałem kogoś takiego jak ty- dodał po chwili.
Złapał mnie za rękę i poczułam, że chcę, aby ta chwila trwała wiecznie. Zachodzące słońce, wiatr kołyszący delikatnie koronami drzew i dźwięki muzyki dochodzące z pałacu sprawiły, że odpłynęłam. Powieki stały się ciężkie i zasnęłam, opierając się na ramieniu mojego towarzysza.

Usłyszałam, że ktoś mnie woła:- Melka, Amelia!- dotarł do mnie donośny głos taty.
- Kochanie, odezwij się! Wszystko w porządku ?- zapytała mnie mama.
- Tak, tak…- powiedziałam bez namysłu.

Zziębnięta i zdezorientowana wróciłam do domu. Nazajutrz  rozpoczęłam poszukiwania wiadomości o rodzinie Bronikowskich.  Dotarłam do ich drzewa genealogicznego i … przeżyłam szok. Okazało się, że moja praprababka była kuzynką Melanii. Przeglądając Internet, natrafiłam na wzmiankę o weselu w Żychlinie. Był na nim Fryderyk Chopin, który w tamtym czasie napisał jedną ze swoich najpiękniejszych kompozycji. Pogłoski mówią, że stworzył ją dla tajemniczej nieznajomej, którą poznał w dniu wesela.

Minęło już trochę czasu od tego wydarzenia, a nadal nie jestem pewna, czy był to sen, czy naprawdę cofnęłam się w czasie?
                                                                                    
                                                                                                                   E.D. i R. K. kl. 1 LO


piątek, 9 czerwca 2017

Jeśli chcesz...

wiedzieć, kim jesteś;  ćwiczyć mózg, mieć szacunek, 
osiągnąć sukces;  być szczęśliwy,  atrakcyjny,  lepszym człowiekiem, 
to w wakacje zakochaj się w książce.


Weź udział w akcji „Jak nie czytam, jak czytam”
 i odwiedź bibliotekę szkolną do 23 czerwca.


                                              Serdecznie zapraszamy:)

niedziela, 4 czerwca 2017

Pewnego dnia w Żychlinie...

                          " Ostatni oddech"

Czerwiec 2086 r.

- Co? Myślicie, że się was boję?!– wyciągam pistolet i celuję w głowę Umarlaka.
- Jesteś za wolna… - szybkim ruchem również we mnie wymierza. Pociągam za spust dwa razy. Przeciągły jęk odbija się w ciszy. Zostało ich dwóch. Rzucają się na mnie, gdy tylko ich kumpel ląduje twarzą w błocie.
- Zginiesz, dziewucho!!! – krzyczy jeden z nich. Uśmiecham się do nich i wymierzam cios prosto w brzuch. Znów dwa strzały. Czuję ostry ból w łydce. Wyjmuję kawałek drewna dysząc.
- To były moje ulubione spodnie – dotykam rany. Mam rękę całą we krwi… Krew powoduje, że stają się bardziej agresywni i drażliwi. Spoglądam na Umarlaka. Szara twarz pełna żył, oczy zachodzą czerwienią, gdy poczują krew. Z gardła potwora wydobywa się ryk zachwytu. Porusza szybko nosem.
- Jesteś już moja – oblizuje popękane usta czarnym językiem. Celuję w niego… Brak naboi. Kątem oka widzę za sobą drzewo.
- No, chodź – przyzywam go gestem ręki. Naciera na mnie całym swoim ciałem, w ostatniej chwili robię unik i chwytam go za resztki włosów. Uderzam nim o konar. Raz, drugi… Powtarzam tę czynność,  dopóki nie usłyszę dźwięku łamanej kości. Upada na ziemię skomląc. Ocieram pot z czoła i sięgam po ten sam drewniany kołek. Wbijam go w kark Umarlaka. Koniec. Nie żyją.

Biorę to, po co przyszłam, czyli zapas ODDECHU, który jest jedynym ratunkiem, by nie stać się takim potworem, jak oni. By nie „zachorować”. Generał Chopin jest bardzo skąpy i ograniczył dostawy leku do oddziału w Żychlinie. Musimy sobie sami radzić i wykradać je z Placówek Odnowy.

Umówiłam się z jednym z lekarzy na przemyt kilku ODDECHÓW. Zapewniał mnie, że teren jest oczyszczony i nigdzie nie będzie Umarlaków. Kłamał. W drodze powrotnej zaatakowali mnie, ale dałam radę. Jak zawsze. W końcu jestem potomkinią Melanii Bronikowskiej.

Chodzą pogłoski, że Chopin ma układy z tymi bydlakami. Że daje im świeże mięsko, a nam wmawia, że wojna niedługo dobiegnie końca. Praca nad antidotum dobiega końca. Bzdury. Na to świństwo nie ma ratunku. Jedyne co nam zostaje, to dać sobie więcej czasu dziękiODDECHOWI., który z resztą powoli się kończy. Nie nadążają z produkcją. Ludzie chorują, umierają, zabijają. I to  tylko dla kilku chwil spokoju.

Sprawdzam stan nogi. Jest źle, ale nie tragicznie. Wyjmuję z plecaka kawałek materiału i robię opaskę uciskową. Chowam walizkę z lekarstwem. Wsiadam na motor, zagryzam zęby z bólu, gdy muszę zgiąć zranioną nogę. Włączam silnik i ruszam.

                                                                            ***
 Gdy jestem już w pałacu, czuję się strasznie zmęczona. To pewnie przez to, że straciłam sporo krwi.
- To ja, Mell! –macham ręką w kierunku kamer przy bramie. Otwiera się z cichym stęknięciem. Kieruję się w stronę garaży.
- Mell! Jesteś wreszcie! – z cienia wyłania się mój przyjaciel Wiktor. Za długie blond włosy wpadają mu do oczu, poprawia je szybko, powinien je obciąć – Masz? –dodaje pośpiesznie.
- Tak, mam. Nie było łatwo. Doktorek mnie oszukał. Było ich trzech – stękam z bólu, gdy schodzę z motoru.
- Do przewidzenia. Ale nic Ci nie jest?
- Noo… - Jeden mnie drasnął, ale spokojnie, wącha już kwiatki – uśmiecham się do chłopaka.
- Daj, zaniosę walizkę, a Ty idź do Anny, by Cię opatrzyła – wyciąga w moim kierunku ręce. Waham się przed oddaniem lekarstwa.
- Wiesz, chciałabym sama oddać to w ręce Marii.
- Ok. Rozumiem. Jest u siebie. Tylko proszę, idź zaraz do Anny – patrzy na mnie karcąco. Unoszę prawą dłoń w geście kapitulacji i posyłam mu kuksańca w ramię.
- Jasna sprawa.
Lekko kuśtykając opuszczam garaż i przyjaciela.

                                                                             
 ***
- Wejść!
 Drzwi otwierają się same. Prostuję się i wchodzę do środka. Przyjmuję obojętny wyraz twarzy.
- Pani Kapitan – szybkie skinienie głów.
- Mell, wróciłaś! Widzę, że wyszłaś z tego zwycięsko – ruchem głowy wskazuje walizkę w mojej ręce.
- Jak zawsze, Pani Kapitan.

Kobieta przede mną ma około 84 lat, srebrne włosy zawsze zaplecione w ciasny warkocz sięgają pasa. Jak na swój wiek trzyma się bardzo dobrze. Nie jeden mógłby się pomylić w ocenie Marii Repnin. Czarny mundur, który ma na sobie mówi o szczeblu władzy. Jest Kapitanem i może prowadzić jednostkę Oblężonych, czyli nas. Jesteśmy zabezpieczeniem Generała Chopina. To właśnie nas wzywają do najcięższych przypadków oblężenia miast. Takie jednostki są na całym świecie. Nasza siedziba w Żychlinie jest uważana za jedną z najlepszych w Polsce.

Kobieta gestem wskazuje biurko. Podchodzę, próbując nie kuleć. Odbezpieczam zamek kluczem, który dostałam od Doktora. Obracam walizkę w stronę Kapitan Repnin i uchylam wieko. Widzę błysk zachwytu w jej oczach.
- Brawo, Mell! Spisałaś się na medal – z nabożną czcią dotyka niebieskich fiolek. Wyciąga jedną i rzuca ją w moim kierunku. Łapię ją bez wahania.
 – Tak,  zgodnie z umową.
-  A teraz możesz odejść –zamyka walizkę i chowa ją w sejfie swojego biurka.
- Tak jest! – znów szybkie skinienie i oddalam się. Chyba trochę mojej krwi zostało na dywanie… Ups.
***
Ze snu budzi mnie wycie alarmu. Zrywam się z łóżka zlana potem. Rana na nodze prawie się zagoiła, została tylko czerwona blizna, która szczypie. Anna zapewniła mnie, że do jutra powinno przejść. Narzucam na siebie wojskową koszulę i wychodzę z pokoju. 

Trzy alarmy oznaczają, że Generał nas potrzebuje. Kieruję się razem z innymi żołnierzami w stronę sali konferencyjnej. Szepty ustają, kiedy pojawia się Kapitan Repnin. Prostuję się jak struna.

- Generał Fryderyk Chopin potrzebuje naszego oddziału. Nie będę was okłamywać-  zostaliśmy wezwani do obrony Rynku.
Po sali przechodzi szmer niedowierzania.
 – Cisza! Musimy tam być najpóźniej za dwie godziny. Rynek został zaatakowany przez Umarlaków z kilku stron, nikt nie wie jak do tego doszło. Jak pokonały wschodnią bramę, tego też nikt nie wie. Dlatego musimy się śpieszyć! Nie muszę mówić czym grozi porażka!!! Czy wyraziłam się jasno?! – wyczuwam jej spojrzenie na sobie.

Dobrze wiem czym grozi przegrana walka o Rynek. Śmiercią. Końcem wszystkiego, o co tak długo walczyliśmy. Na Rynku znajduje się jedna z Placówek Odnowy. Jeśli zostanie zainfekowana- nie będzie ODDECHU. Umarlaki  przejmą najpierw Rynek, a później po kolei całe miasto. Wytrzymuję ciężkie spojrzenie Kapitan.

- Odejść! Odjazd za 30 minut!! – wychodzi z Sali. Szukam w tłumie Wiktora. To on mnie znajduje jako pierwszy. Pojawia się koło mnie i odciąga na bok.
- Wiesz co to oznacza…
- Wiem. Nie możemy im na to pozwolić! – gestykuluję nerwowo.
- Jak oni pokonali wschodnią bramę… To jest wręcz niemożliwe!
- Chyba, że… ktoś ich wpuścił –szepczę. Jeśli to prawda. Jeśli ktoś ich wpuścił to plotki o Generalne mogą być prawdziwe, ponieważ kod do wschodniej bramy, która broni miasto przed zarazą znają tylko dwie osoby. Jest to główny inżynier miasta - Izabela Rataj, która zresztą nie mogłaby tego zrobić, ponieważ dwa dni temu wyjechała do Francji. Skąd o tym wiem? Sama ją eskortowałam na lotnisko. Natomiast drugą osobą jest, nie kto inny jak, Generał Chopin.
- Mell… Jeśli to prawda.
- Dobrze wiesz, że chodzą plotki. Izabela wyjechała, nikt inny nie zna kodu do bramy.
- Trzeba porozmawiać z Repnin.
- Tak. Masz rację. Pójdę z nią porozmawiać, idź się szykować. Czeka nas niezła noc –odchodzę od przyjaciela i idę w kierunku, w którym zniknęła Kapitan.

                                                                            ***
- Pani Kapitan, wiem, że to nienajlepsza pora, ale muszę o czymś Pani powiedzieć – wchodzę do jej gabinetu.
- Chcesz mi powiedzieć o zdradzie Generała? – marszczy brwi – Tak, słyszałam plotki. I też potrafię myśleć. Izabela nie byłaby do tego zdolna, za bardzo kocha to miasto. Nie sądziłam tylko, że Generał posunie się aż do takich działań. Wpuszczenie Umarlaków na Rynek było głupotą. Nie jest świadom tego, że jeśli zdobędą miasto, jego też się pozbędą. I nie zawahają się. Dlatego… Musimy pozbyć się Umarlaków z Rynku, zabezpieczyć wschodnią bramę. by już nie włazili do miasta. Rozmawiałam przed chwilą z Izabelą, wie o wszystkim. Sama podejrzewała zdradę. Już do nas leci.  To ona przejmie władzę… Jeśli uda nam się zwyciężyć.
-  A co z Chopinem?
…………………………………………………………………………………………….....................
- Mell! Trzymaj, przyda Ci się – wręcza mi broń. Zimny metal dotyka mojej skóry. Czuję jej ciężar w swojej dłoni, szybko się do niego przyzwyczajam. Stajemy się jednością. Wiem, co mam zrobić. Biorę ostatni oddech i wychodzę z gabinetu z zadaniem do wykonania.

                                                                                                                               A. P. 1 TSR

sobota, 3 czerwca 2017

Breyten Breytenbach laureatem Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta

       Breyten Breytenbach- poeta, eseista, malarz i aktywista                             polityczny z Republiki Południowej Afryki. 
Walczył z apartheidem, zamknięty w więzieniu
 w latach 1975- 1982. 


czwartek, 1 czerwca 2017

Leopold Staff





31 maja minęła 60. rocznica śmierci Leopolda Staffa
/1878- 1957/, 
poety, przedstawiciela współczesnego klasycyzmu,
 prekursora codzienności.



                                          Biblioteka poleca: